Październikowe myśli różańcowe 27.10.2017

Szczęść Boże!

Powoli zbliżamy się do końca naszych różańcowych rozważań… Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogły Ci one w zaprzyjaźnieniu się z tą piękną modlitwą. Mówią, że słowa uczą, ale to przykłady pociągają. Chciałbym Ci dzisiaj podać 2 przykłady (historie) odnośnie tego, jak wielką moc ma Maryja w przemianie ludzkich serc. Ona może naprawdę wiele wyprosić u Pana Boga w niebie…


***
JEDNO ZDROWAŚ MARYJO

Podczas bezbożnej rewolucji francuskiej w mieście Mirepoix żyła kobieta Marianna, która zdawała się być, jak to mówią, wcielonym szatanem, bez wstydu najmniejszego.

O życiu jej mówić, wspominać nie warto, bo ono, samo by nas skalało. Rozkoszą tej kobiety było towarzyszyć niewinnym ofiarom, skazanym na ścięcie przez rząd rewolucyjny i z gradem bluźnierstw, przekleństw... nie opuszczała ich aż do samej gilotyny. Szczególniej jednak prześladowała osoby zakonne i księży, wściekłość ją tylko porywała, że nigdy jej ani jednym słowem nie odpowiedziano. Dnia 8 lutego 1794 r. prowadzono na ścięcie księdza znanego ze świętości życia imieniem Raclot. Zobaczywszy go, szalona kobieta krzyknęła: "Patrzcie i uważajcie dobrze, ten mi z pewnością odpowie" i poczęła recytować zwykłe swe słowa. Prowadzony odwrócił się, spojrzał przejmującym wzrokiem na niewiastę i z niewypowiedzianą słodyczą rzekł: "Pani, proszę się za mnie pomodlić". "Co? kto? ja mam się za ciebie modlić, ty mnie o to prosisz!?" "Tak, pani, proszę o jedno «Zdrowaś Maryjo» za duszę moją, która wnet stanie przed sądem Bożym". Bez wątpienia sam się gorliwie modlił do Maryi za prześladowczynię. Słowa prośby były dla kobiety jakby uderzeniem maczugi, czerwieniła się, bladła, walka się w niej jakaś toczyła, pytała znowu, czy dobrze zrozumiała... na koniec rzekła: "Dobrze ks. proboszczu, ja zmówię «Zdrowaś Maryjo»" i zaczęła głośno słowa modlitwy, ale, zaledwie ten język, który obracał się tylko dla przekleństw, bluźnierstw... skończył modlitwę, coś stało się w tej grzesznicy, wybuchła płaczem i tak jęcząc szła na miejsce stracenia, gdzie uklękła złożywszy ręce jakby do błagania. Wszyscy obecni nie wiedzieli co myśleć, patrzyli tylko w zdumieniu.

W następnych dniach, choć bębny jak zwykle wzywały ją na miejsce stracenia, brama domu już się nie otwierała, przechodnie tylko słyszeli straszne rozdzierające łkania i jęki. Marianna nie wychodziła, jak tylko z konieczności, nie odzywała się do nikogo ku zdziwieniu wszystkich, co znali jej język. Uważano ją za wariatkę a to łaska Boża uczyniła pokutnicę.

Gdy spokój publiczny powrócił, przypuszczona do św. Sakramentów, życiem przykładnym potwierdziła swe nawrócenie. Jałmużny, pokuty, naprawa zgorszeń były celem jej życia. Rokrocznie pielgrzymowała do cudownego miejsca N. P. Maryi, pieszo o żebranym chlebie nawet w podeszłym wieku, choć majątek pozwalał i na wygody. Do samej śmierci także budujące życie prowadziła, toteż śmierć jej była zaśnięciem w Panu.

***

ZWYCIĘŻONY

Jeden z dzienników katolickich w Paryżu opisuje następujący wypadek:

Pewien młody człowiek ze zacnej rodziny wśród uciech i rozpusty stracił zupełnie wiarę świętą. Opuszczony przez rodziców, którym wiele sprawiał zgryzoty i pozbawiony wszelkich środków utrzymania, przyjął miejsce nauczyciela w jednej z publicznych szkół. Wkrótce jednak jego gorszące postępowanie ściągnęło nań uwagę przełożonych i został od obowiązku usunięty. Nie robił jednak nic sobie z tego i oddał się wszelkiej rozpuście.

Niedługo jednak trwał ten stan, wnet nastąpił przesyt, poczuł wstręt do życia, był przygnębiony, zwątpiały i wreszcie postanowił utopić się. – Poszedł nad brzeg Sekwany i już gotował się do spełnienia swego zamiaru, gdy nagle usłyszał głos: "Ostrożnie, ostrożnie!". Byli to flisacy, którzy układali liny a których on w swym wewnętrznym zamieszaniu nie spostrzegł.

Cofnął się więc i szedł dalej wzdłuż rzeki, by w innym samotnym miejscu rzucić się do wody. Nagle przyszła mu taka myśl: "Za kwadrans wyciągną mego trupa na brzeg, a moja dusza... gdzie ona będzie?". Stanął i kilka minut namyślał się, wreszcie zawrócił do miasta i szedł wzdłuż ulicy, spojrzał w górę, aż oto był u drzwi kościoła N. P. Zwycięskiej.

Wszedł mimowolnie do niego, a wyczerpany na siłach wskutek znużenia i bolesnych wzruszeń, usiadł niedaleko ambony. Była już późna pora, lampy palące się ustawicznie przed cudowną statuą Matki Najświętszej ściągnęły na siebie wzrok nieszczęśliwego młodzieńca. Nagle spojrzał na oblicze Maryi i przy tym wejrzeniu uczuł w swym sercu, jak sam to później opowiadał, coś tak dziwnego, tak poruszającego, że zerwał się z siedzenia i z pośpiechem wyszedł, jakby przed nieprzyjacielem uciekał. Całą noc dręczyło go niewypowiedziane uczucie strachu, a że chciał sobie wytłumaczyć jego powody, więc postanowił następnego dnia z rana do tegoż kościoła wrócić.

W istocie poszedł tam, dokąd go też i jakaś niewiadoma siła ciągnęła. Zaledwie wszedł i szukał oczyma wizerunku Matki Bożej, spostrzegł klęczącego u Jej stóp czcigodnego proboszcza Desgenettes (Deżenet). Zbliżył się i zawołał głośno: "Księże proboszczu!". Ten odwrócił się i zapytał: "Czego żądasz, przyjacielu?" – "Zaprawdę, odpowiedział młody człowiek, sam nie wiem, po com księdza proboszcza wołał, ale proszę być pewnym, że nie dla spowiedzi". Proboszcz powiedział doń łagodnie: "Ależ o tym nie ma mowy, przyjacielu, lecz zdajesz mi się być bardzo przygnębionym, co ci jest?" – "Tak, jam bardzo przygnębiony, bardzo nieszczęśliwy!... Wczoraj przechodząc tędy, wszedłem do kościoła, dziś znowu przyszedłem i chcę właśnie opowiedzieć wrażenie, jakiegom doznał".

Proboszcz słuchał tego opowiadania, lecz łaska Maryi już swój wpływ wywarła; nagle młody człowiek wybuchł płaczem, padł na kolana i prosił, by jego spowiedzi wysłuchać.

Od tej szczęśliwej chwili w tym zepsutym sercu nastąpiła cudowna zmiana. Matka Najświętsza zwyciężyła go, swą przemożną przyczyną pozyskała tę duszę, która już była nad brzegiem przepaści, a Bóg w nieskończonym miłosierdziu uczynił zeń wybrane naczynie, bo ów zbłąkany, zwyciężony łaską Bożą za przyczyną N. P. Maryi, jest obecnie kapłanem i misjonarzem na dalekich wyspach wśród dzikich ludów, a jeśli go spotka tam śmierć gwałtowna, to chyba będzie to śmierć męczeńska dla miłości Jezusa Chrystusa.

***
A Ty wierzysz w moc Maryi?
Na koniec zapraszam Cię do wysłuchania piosenki:

 

Na czas oddania swojego życia Maryi

błogosławię +
ks. Michał

Strona korzysta z plików cookie w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Więcej informacji w polityce prywatności
Dalsze informacje Zgadzam się Odrzuć