Październikowe myśli różańcowe 29.10.2017

Szczęść Boże!

Wielokrotnie mówiliśmy sobie o tym, że różaniec jest doskonałą pomocą w walce z pokusami. A przecież kto z nas ich nie doświadcza? Ewa w raju popełniła jeden błąd – weszła z szatanem w dialog. Aby nie ulec pokusie, trzeba stosować się do jednej prostej zasady – nie rozmyślać nad nią. Należy ją od razu uciąć, najlepiej chwytając właśnie za różaniec i odmawiając chociaż dziesiątkę.

Chcę Ci dzisiaj zaproponować historię pewnej dziewczyny, która również w Maryi odnalazła wyzwolenie od nękających ją pokus:

***
– Co mam począć – co mam począć? ja nędzna grzesznica. Tak mówiła z boleścią do siebie pobożna Karo­lina. Dawniej miałam tyle pociech duchownych: wszystko mi się uśmiechało – nieraz zdawało mi się, że Niebo nade mną otwarte; teraz wszystko to pierzchło – przepadło, jakby kamień rzucony w toń niezgłębionego morza. Naprawdę, nie pojmuję, co się ze mną dzieje. Niepewność o zbawienie mej duszy tak mnie od pewnego czasu trapi, że zdaje mi się, iż wszystkie zabiegi w tym celu powzięte na nic się nie przydadzą. Modlić się nawet nie mogę spokojnie, bo i to daremne usiłowanie.

 

Modlitwy moje nic nie znaczą przed Bogiem, bo jako grzesznica nie mogę być wysłuchana u Pana nad Pany, gdyż On jest samą Świętością. Od tych tak strasznych myśli do rozpaczy niedaleko. Rozpaczać? rozpaczać? to znaczy grzeszyć, a grzeszyć to Boga obrażać, a Boga obrażać, to stać się Jego nieprzyjacielem. Nie – nie – tego nie mogę uczy­nić; nie chcę, nie chcę nigdy do tego stopnia złości się posunąć. Tak! dobrze – ale kto mnie zapewni, że zbawioną będę? kto da mi rękojmię, że do potępionych należeć nie będę, że chcąc czy niechcąc nieprzyjaciółką Boga się nie stanę, i zamiast Jemu służyć i Jego kochać, na wieki złorzeczyć Mu muszę? Tu dreszcz silny wstrząsnął jej całą istotą. Wyjścia znaleźć nie mogła.

 

Wśród nawału czarnych myśli, błysła jedna myśl jasna. Rzecze do siebie: mam przecież zacnego spowiednika, sługa to Boży. On już nieraz rozwiązywał moje trudności. Pan Bóg działa przez jego słowa; zawsze czułam ulgę w sumie­niu, gdym z nim rozmawiała. Dlaczegoż by tego teraz uczynić nie mógł?

 

Tak jest – pójdę do niego – otworzę z całą szcze­rością moje sumienie, może ten kamień zwątpień, skruszy się pod wpływem łaski Bożej.

 

To rzekłszy, ubrała się prędko i wyszła z domu. Po półgodzinnej drodze znalazła się przed bramą klasztoru OO. Dominikanów. Pociągnęła gorączkowo za drut od dzwonka. Drzwi się otwarły. Przy wejściu stanął brat zakonny.

 

– Czy O. Augustyn w klasztorze i czy mogę się z nim rozmówić?

 

– Tak jest, proszę zaczekać chwilkę, zaraz dam mu znać; – odpowiedział zakonnik – i wprowadził przybyłą do rozmownicy.

 

Jakoż niedługo czekała. Wkrótce dały się słyszeć kroki zbliżającego się kapłana.

 

Wszedł do rozmownicy.

 

Ona wstała, ucałowała rękę duchownego pasterza.

 

– Co powiesz Karolino? Widzę cię zmartwioną?

 

Ona zarumieniwszy się trochę, odrzekła:

 

– Tak, mój Ojcze duchowny.

 

– Wyznaj mi szczerze. Jeśli będę mógł coś zrobić, to wszelkich starań dołożę.

 

Tu poczęła mu otwierać swą duszę, swe zmartwienia i swe pokusy cnotliwa Karolina. Kapłan słuchał z uwagą – czasem zamyślał się głęboko, czasem znowu uśmiechał się, jak gdyby znalazł rozwiązanie na jej nierozwiązalne zagad­nienia.

 

Skończywszy, czekała słów jego, jakby wyroczni.

 

– Córko moja, odezwie się sędziwy starzec, nie trap się tym bardzo. To są pokusy szatana, który chce cię do­prowadzić najpierw do rozpaczy, a potem strącić do pie­kła. – Podobne pokusy miewał i św. Franciszek Salezy. Od dzieciństwa miał on wielkie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. Za Jej pośrednictwem doświadczył wiele pociech duchownych, i zdawało mu się, że bez przeszkody przepły­nie po spokojnym oceanie życia do przystani wieczności. W wielkim uniesieniu radości złożył z siebie ofiarę ca­łopalną Bogu i Najświętszej Maryi Pannie ślubując dożywotnią czystość.

 

Lecz Pan Bóg chciał doświadczyć jego wierności: dopuszczając, by szatan dręczył go pokusami zwątpienia i rozpaczy.

 

Po chwilach spokoju, doznawała teraz dusza jego nie­winna wielkich goryczy i oschłości duchownych. Duch cie­mności z taką natarczywością uderzał w niego, że zdawało mu się daremne wszelkie duchowe przedsięwzięcie, bo i tak zgubionym będzie na wieki.

 

Pod wpływem tego czuł wielką niechęć i wstręt do wszystkiego, co go przedtem bawiło i zachwycało. Myśl, że jako potępiony będzie musiał nienawidzić Boga przez całą wieczność, do tego stopnia martwiła jego niewinne serce, że dniem i nocą nie mógł powstrzymać się od płaczu. Boleść wewnętrzna przelewała się w ciągłe westchnienia o mi­łosierdzie Boskie.

 

Wskutek ciągłego niepokoju tracił powoli zdrowie. Choroba powiększała się coraz bardziej. Wszyscy dziwili się temu nie znając przyczyny tak nagłej zmiany. On zaś ni­komu nie powierzał tajemnic swego serca.

 

Pan Bóg widząc wierność swego sługi, zesłał mu myśl szczęśliwą, by udał się do owego kościoła, gdzie obfitując w rozkosze duchowne złożył ślub czystości.

 

Zmagając się z chorobą, poszedł za głosem wewnętrz­nym. Zaledwie wszedł do świątyni Pańskiej, szukał wzro­kiem ukochanego przedmiotu; a znalazłszy utkwił w nim swe oczy. Widok ten powoli wlewał w jego duszę zbolałą nowe zdroje ufności i nowe ziarna nadziei. Usta jego poru­szały się mimo woli, chcąc wypowiedzieć wszystkie uczucia duszy. Zdawało mu się, że rozmawia ze swoją Matką, u któ­rej szuka ukojenia. Po tej rozmowie z Maryją pierzchły wszelkie powątpiewania, a spokój wewnętrzny powrócił do dawnej siedziby. Odzyskawszy zdrowie duszy, powrócił wkrótce ku zdziwieniu wszystkich do zdrowia ciała.

 

Po tych słowach Karolinie lżej się zrobiło w duszy, oczy zabłysły nowym światłem, a serce zabiło żywszym tętnem miłości ku Bogu. Zrozumiała już wszystko.

 

Kapłan zaś ciągnął dalej.

 

– Św. Franciszek Salezy będąc w takich jak ty strapie­niach, szukał pomocy u Najświętszej Maryi Panny. Idź i ty w jego ślady. Szukaj opieki u Tej, która starła głowę odwiecznemu nieprzyjacielowi naszego zbawienia. Ona ukoi Twoje boleści, Ona wznieci na nowo w Twym sercu iskrę zbawczej na­dziei i ufności. Idź za jego przykładem cnotliwa duszo! A pokój niech będzie z tobą.

 

Łaska Boża działała przez słowa czcigodnego kapłana.

 

Karolina wróciła ze spokojem w duszy do domu.

***

 

Na czas walki z pokusami

błogosławię +

ks. Michał

Strona korzysta z plików cookie w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Więcej informacji w polityce prywatności
Dalsze informacje Zgadzam się Odrzuć